Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 1 maja 2011

TOR Dobrzeń Wielki 1: 2 Swornica Czarnowąsy

Trzeba przyznać, że prawdą jest, ze derby rządzą się swoimi prawami. Lider IV ligi opolskiej TOR Dobrzeń Wielki po bardzo słabym meczu, zasłużenie przegrał ze Swornicą Czarnowąsy 1: 2.


Piłkarze z Dobrzenia grali bardzo ospale, wolno tak jakby przytyli po świętach i na nic nie mieli siły. Nie było pomysłu na grę, a samo kopanie piłki nie przyniesie zwycięstwa. Swornica za to pokazała kilka ładnych, szybki i efektownych akcji. Pierwsza bramka w derbach padła jeszcze w pierwszej połowie spotkania. W 35 minucie meczu do piłki dopadł Grabowiecki i po mocnym uderzeniu umieścił piłkę w siatce. Kibice TOR- u mieli nadzieję, że po stracie bramki zawodnicy się przebudzą, jednak nic to nie dało. Gra robiła się coraz ostrzejsza, a sędzia tego spotkania kompletnie nie radził sobie na boisku. Wystarczyło krzyknąć "EJ", a arbiter już sięgał po gwizdek i wyciągał kartkę z kieszeni. Aż dziw, że żaden zawodnik nie wyleciał z boiska, ale za to czerwoną kartkę zobaczył trener gości. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 0: 1


Druga połowa charakteryzowała się jeszcze ostrzejszą grą, co chwile któryś zawodnik leżał na murawie, a królującym faulem, była nakładka. Nikt nie chciał odpuścić i przegrać tego pojedynku, ale to Swornica była w lepszej sytuacji bowiem prowadziła. TOR miał kilka okazji, ale ich nie wykorzystał, nie wiem czy wystawianie Jarosława Wolańskiego na plac gry było dobrym pomysłem, jego gra była słaba i przez to TOR tracił wiele w ataku. W 55 minucie marzenia TOR- u o zwycięstwie zostały przekreślone, na 2: 0 podwyższył Zboch. Gracze z Dobrzenia byli zmęczeni i zrezygnowani, a na dodatek zaczął padać deszcz. Dopiero w 88 minucie po dość kontrowersyjnym faulu na Sobocie sędzia podyktował rzut karny, co wykorzystał sam poszkodowany strzelając kontaktowego gola. I choć sędzia doliczył aż 4 minuty, to TOR nie był w stanie doprowadzić do wyrównania.

TOR przegrał, ale tragedii nie ma bo wpadkę zaliczył również Start Namysłów, który uległ Pogoni Prudnik
1: 2. Tak więc TOR nadal jest liderem i nadal ma 4 punkty przewagi nad drugim Namysłowem. Jedną nogą jesteśmy już w III lidze, ale nie możemy sobie pozwolić na więcej wpadek. Kolejne mecze już 3 maja, TOR wyjeżdża do Paczkowa gdzie zagra z tamtejszą Spartą, a kolejny mecz w Dobrzeniu gracze TOR-u rozegrają z wiceliderem Startem Namysłów już 7 maja. Można się pokusić ze stwierdzeniem, ze będzie to mecz o awans. Wszystkich kibiców serdecznie zapraszam na stadion.

środa, 27 kwietnia 2011

Wysoka wygrana TOR-u

TOR po raz 15 w tym sezonie wygrał mecz. Tym razem łupem piłkarzy z Dobrzenia padł Stal Brzeg. TOR wygrał 5:2 i nadal pozostaje liderem IV ligi opolskiej. Drugi w tabeli Start Namysłów traci do lidera 4 punkty, a do końca rozgrywek pozostało już tylko 9 kolejek.


TOR mecz w Brzegu rozpoczął wprost fenomenalnie. Już w 2 minucie do bramki Stali trafił Piotr Sobotta i TOR prowadził 1:0. Nie da się ukryć, że to gracze z Dobrzenia dyktowali warunki na boisku, ale piłkarze z Brzegu nie poddawali się. W 22 minucie meczu do remisu doprowadził Tomasz Szczupakowski. Pod koniec pierwszej połowy, kiedy gracze z Brzegu myśleli już o przerwie, TOR zaatakował i zdobył dwie bramki. Pierwszą po strzale grającego trenera Sławka Sieńczewskiego, zaś trzeciego gola zdobył Piotr Sobbota.

Podobnie dla gości rozpoczęła się druga połowa tego meczu, po zaledwie dwóch minutach na 4: 1 trafił Damian Flis. Stal wzięła się ostro do odrabiania strat, co przyniosło skutek. Na 4:2 trafił znów Tomasz Szczupakowski, a kilka minut później po rajdzie z połowy kontaktowego gola zdobył Bartosz Woźniak. Stal jeszcze ambitnie walczyła o chociażby punkt z liderem, ale nie miała szczęścia. Za to TOR strzelił kolejnego gola za sprawą Jarosława Wolańskiego i przywiózł z Brzegu kolejne 3 punkty, które przybliżają go do awansu.

piątek, 22 kwietnia 2011

Złota Skra, srebrna ZAKS-a

Wicemistrzostwo Polski i srebrny medal i drugie miejsce w Pucharze CEV takim dorobkiem może pochwalić się zespół Kędzierzyńskiej ZAKS-y w tym sezonie. Jest to niewątpliwie sukces drużyny z Kędzierzyna, a wygrana Skry pokazała, że jest dominacja trwa nadal i bardzo ciężko będzie ją przerwać. Skra została mistrzem Polski po raz siódmy z rzędu. Tym razem pokonała drużynę z Kędzierzyna 3:1.


Ostatni mecz w sezonie 2010/2011 był niezwykle emocjonujący. Drużyny walczyły z poświęceniem o każdy punkt, momentami było widać zmęczenie sezonem, ale nikt nie chciał się poddać i przegrać najważniejszego meczu w sezonie. Tym razem to ZAKS-a rozpoczęła mecz lepiej i wyszła na prowadzenie 11: 7. Świetnie w pierwszym secie spisywał się Juri Gladyr, który nie tylko dobrze atakował, ale i świetnie zagrywał. Wystarczyła jednak chwila nieuwagi i kapitan zespołu Skry Bełchatów Mariusz Wlazły doprowadził do wyrównania 12: 12, a Skrę na prowadzenie wyprowadził Bartosz Kurek. Ten gracz nie miał w Kędzierzynie łatwego życia, tak głośnych gwizdów na hali Azoty nie zebrał w tym sezonie żaden inny gracz. W środę Kurek kompletnie nie radził sobie z presją jaką wywierali na nim kibice, w czwartek można powiedzieć, że się odegrał i to po jego atakach Skra zdobywała punkty. Bohaterem tego seta w drużynie z Bełchatowa był jednak Wlazły, który w w końcówce zdobył dwa asy serwisowe i dzięki niemu Skra wygrała 25 :21


Drugi set tego spotkania należał już do Skry, która okazała się być lepsza w każdym elemencie i mimo tego, że ZAKS- a walczyła do końca to nie była w stanie zatrzymać rozpędzonej Skry. W tym secie dobrą zmianę dał Dominik Witczak, który zastąpił na parkiecie Jakuba Jarosza. W obronie szalał Piotr Gacek i Brazylijczyk Idi, ale ZAKS- a przegrała przez własne błędy. W tym secie pojawił się też na boisku powracający po kontuzji Michał Winiarski, który również dał dobrą zmianę w zespole Skry. Skra wygrała tą partię 25: 20

Trzeci i jak się okazało ostatni set tego spotkania to znów przewaga mistrza Polski. ZAKS- a w tym dniu nie mogła znaleźć recepty na dobrze grającą Skrę i musiała uznać wyższość swojego rywala. Znów w ataku pokazał się Mariusz Wlazły i Bartosz Kurek, a nasi nie potrafili ich zatrzymać. Skra wygrała 25:20 i całe spotkanie 3: 0. Dzięki temu zwycięstwu po raz z rzędu siódmy Skra została Mistrzem Polski, a zespół ZAKS-y Kędzierzyn musiał zadowolić się srebrnym medalem. Wynik ZAKS-y w tym sezonie może cieszyć, na początku nie byliśmy faworytem, a po awansie do finału mówiło się, że gra z nami będzie dla Skry spacerkiem, tak jednak się nie stało. Wygraliśmy pierwszy mecz, a w następnych stawialiśmy trudne warunki. Skra od kilku sezonów jest nie do przejścia i być może jeszcze przez kilka sezonów będzie dlatego wicemistrzostwo ZAKS-y jest wielkim sukcesem.

czwartek, 21 kwietnia 2011

Skra coraz bliżej mistrzostwa

W trzecim pojedynku Skry Bełchatów i ZAKS-y Kędzierzyn to gości e Bełchatowa okazali się być lepsi i wygrali mecz 3: 1. ZAKS-a choć grała ambitnie nie potrafiła pokonać broniącej tytułu mistrza Polski Skry i musiała uznać zwycięstwo gości. Czwarty być może decydujący pojedynek między tymi zespołami zostanie rozegrany w Kędzierzynie już dziś o 19:00.

ZAKS-a nie weszła dobrze w ten mecz, Skra już od pierwszych minut narzuciła swój styl gry, a gracze z Kędzierzyna nie mogli sobie poradzić z mocną zagrywką mistrza Polski. Na pierwszą przerwę techniczną gospodarze schodzili przegrywając 8:5, a przy kolejnych piłkach Skra zwiększała swoje prowadzenie. Już w pierwszym secie było widać, że mecz będzie ciężki, a jeszcze ciężej będzie go wygrać graczom ZAKS-y. Gwiazdą zespołu Skry był niewątpliwie Mariusz Wlazły, który był najskuteczniejszym atakującym, ale cóż się dziwić jak atakował nad naszym blokiem.Tą partię gracze Skry wygrali 25: 22

Drugie set był już bardziej wyrównany. Siatkarze z Kędzierzyna poprawili zagrywkę i przyjęcie, a także zaczęli skuteczniej atakować. Nadzieja na wygranie tego seta żyła w sercach kędzierzyńskiej publiczności do stanu 20:20, później na zagrywce pojawił się Mariusz Wlazły i z pomocą zespołu zdobył trzy punkty pod rząd, czego jak się później okazało ZAKS-a nie była już w stanie nadrobić. W tym secie przebudził się Bartosz Kurek, którego ataki wyrządziły dużo szkód w naszym zespole. Tą partię znów wygrała drużyna z Bełchatowa, tym razem 25: 21 .
Trzeci set podobnie jak w Bełchatowie należał do ZAKS-y nasi siatkarze zrozumieli, że albo teraz albo nigdy i wzięli się do roboty. Trener Stelmach zmienił Michała Ruciaka na Tino Urnauta i gra zaczęła się układać. Po kilku dobrych atakach ZAKS-a odskoczyła na kilka oczek i choć Skra próbowała się zbliżyć( 18:19) to ZAKS-a tej przewagi nie oddała. Graliśmy lepiej w ataku i również poprawiło się przyjęcie, a dzięki temu Zagumny mógł gubić blok przeciwnika. Kędzierzynianie wygrali tego seta 21:25 i doprowadzili do wyniku
2: 1.


Czwarty set okazał się być tym ostatnim. ZAKS-a mimo ambitnej gry nie zdołała pokonać Skry. Na boisko powrócił francuz Antiga, który w pierwszym secie był męczony przez nas zagrywką i poukładał grę Skry. Przewaga mistrza Polski była momentami miażdżąca (14 :7), a nasi siatkarze pomimo całego serca wkładanego w grę nie mogli zablokować Wlazłego, Kurka i Możdżonka. Skra wygrała 25:22,a w całym meczu uzyskała wynik 3: 1.

Dziś kolejny mecz między tymi zespołami, jeżeli wygrają Bełchatowianie to już dziś poznamy mistrza Polski, jeżeli jednak ZAKS- a pokona Skrę, na mistrza poczekamy jeszcze kilka dni. ZAKS- a wciąż ma szansę, ale we wczorajszym meczu było widać, że to jednak Skra jest tą lepszą drużyną, Kędzierzynianie mają przebłyski fantastycznej formy, ale to bełchatowianie wydają się być w bardziej stabilnej formie. Poczekamy zobaczymy i pomimo tego, że moje serce jest z ZAKS- ą to rozum podpowiada, że wygra Skra.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

W drugim meczu zabrakło szczęścia. ZAKS-a 1 : 3 Skra

Drugi mecz w Bełchatowie nie był dla naszych siatkarzy szczęśliwy. W dwóch pierwszych setach oglądaliśmy cień drużyny z pierwszego pojedynku. Dopiero 3 i 4 set pokazały, że ZAKS-a jeszcze ma szanse i nie podda się bez walki. Co prawda to Skra wygrała 3: 1, ale w Kędzierzynie już nie będzie tak łatwo.


Pierwszy set tego spotkania zdecydowanie należał do gospodarzy. Skra po wcześniejszej porażce zrozumiała, że mecze z siatkarzami z Kędzierzyna nie będą spacerkiem, a obrona mistrzowskiego tytułu nie jest w 100 % pewna. Dlatego też zawodnicy z Bełchatowa od samego początku postawili naszym trudne warunki gry. Grali mocno zagrywką, celnie w ataku i co najważniejsze mieli skuteczny blok. Początek nie zapowiadał tragedii, ZAKS-a prowadziła 3: 1, ale to gospodarze schodzili prowadząc na pierwszą przerwę techniczną. Prowadzenia tego nie oddali już do końca, a nawet sukcesywnie je zwiększali. Pierwszego seta Skra wygrała z miażdżącą przewagą 14:25.

Drugi set mógł być udany dla ZAKS-y gdyby nie trwający nadal kryzys i wspomnienie seta pierwszego. Nasi znów nie mogli wejść w grę, a Skra szalała na boisku. Raz po raz punkty zdobywał Mariusz Wlazły, do tego Skra nadal punktowała blokiem, ZAKS-a nadal nie potrafiła znaleźć recepty na dobrze grających gospodarzy. Bełchatów wygrał 17:25.

Trzeci set to chwila przebudzenia, zawodnicy z Kędzierzyna w końcu przypomnieli sobie jak się powinno grać w siatkówkę. Świetnie zagraliśmy blokiem, co przyniosło nam aż 8 punktów w tym secie. Po długiej przerwie spowodowanej kontuzjami do zespołu powrócił Sebastian Świderski, który zagrywką zdobył kolejne 3 punkty dla ZAKS-y,  a ostatni 25 punk zdobył będący ostatnio w świetnej formie Patyk Czarnowski. ZAKS-a wygrała tego seta 25: 18 i doprowadziła do wyniku 1:2.


Czwarty set okazał się być decydującym, choć niewiele brakowało, z ZAKS-a doprowadziłaby do remisu. Jednak po emocjonującej i długiej końcówce to Skra okazała się być lepsza tego dnia. Bełchatowianie wygrali 27: 29 i w całym meczu 1:3.

Kolejne dwa mecze zostaną rozegrane w środę i czwartek w Kędzierzynie- Koźlu co będzie atutem ZAKS-y która będzie miała 7  zawodnika na parkiecie w postaci kibiców. Zespół z Kędzierzyna ciągle ma szanse na mistrzostwo, jednak możemy mieć pewność, że przed nimi ciężka i daleka droga, bo Skra wie już, że ZAKS-y nie można zlekceważyć. Zaprosiłabym wszystkich na mecz do Kędzierzyna, ale niestety nie ma już biletów.

piątek, 15 kwietnia 2011

ZAKS-a, ZAKS-a, która gra na maxa. Wygrana w Bełchatowie

Pierwszy mecz był widowiskiem na miarę finału. ZAKS-a nie przestraszyła się rywala, a Skra nie doceniła przeciwnika. Po świetnym i emocjonującym meczu zespół z Kędzierzyna pokonał Skrę Bełchatów 3:2 i w całym pojedynku wyszedł na prowadzenie 1: 0

Pierwszy set był lekką dominacją gospodarzy z Bełchatowa. Po dobrej grze Wlazłego, Skra wygrała 23:25. W drugim secie nasz zespół poprowadzony przez znakomicie dysponowanego w tym dniu Pawła Zagumnego zdołał pokazać, jak potrafi grać i wygrał 25:22.

Trzecia odsłona spotkania znów należała do Skry. Nasi rywale wzmocnili zagrywkę, z czym kędzierzynianie nie mogli sobie poradzić. To plus skuteczna gra na parkiecie doprowadziło do zwycięstwa gospodarzy 22:25.

Czwarty set spotkania to pełna dominacja ZAKS-y. Grali świetnie w każdym elemencie, zagrywką, obroną, atakiem, nie było na nich mocnych, grali jak zaczarowani. Takich magików chcielibyśmy oglądać codziennie. Był to najlepszy set w wykonaniu kędzierzyńskiego zespołu i chyba tak wspaniała gra zadecydowała o wygranej 25: 19.

Tai break. To on miał o wszystkim zdecydować i tym razem okazała się szczęśliwy dal przyjezdnych. ZAKS-a niesiona magią, którą wyczarowała w czwartym secie, po emocjonującej końcówce doprowadziła do pierwszego zwycięstwa ze Skrą w tym sezonie.Wygraliśmy 15: 12. Czym jest te 5 porażek, wobec tej, jakże ważnej wygranej ? Niczym tamte spotkania to już historia, a to pierwsze finałowe, dodało nam skrzydeł, pokazało, że Skra nie jest niepokonana, dało nadzieje na złoty medal dla ZAKS-y. Drugi pojedynek już dzisiaj o godzinie 18:00.

wtorek, 12 kwietnia 2011

Marsjanie zwyciżyli w VII Memoriale im. Zdzisława Trojanowskiego i Krzysztofa Pawłowskiego

Co roku na opolski Toropolu, drużyna Marsjanie Opole organizuje międzynarodowy Memoriał im. Zdzisława Trojanowskiego i Krzysztofa Pawłowskiego, w tym roku nie mogło być inaczej. Impreza odbyła się w dniach 08.04-10.04.2011 roku, a gospodarze nie okazali się zbyt gościnni, wygrali bowiem wszystkie mecze i zwyciężyli w turnieju.

W tym roku w Memoriale udział wzięły cztery zespoły, czeski Team Praga, niemiecki EC Celler Oilers, polskie Sielec Sosnowiec i Marsjanie Opole. Rywalizacja toczyła się przez trzy dni, a kibice mogli za darmo oglądać wszystkie mecze. Niestety impreza z roku na rok cieszy się coraz mniejszym zainteresowaniem. W pierwszym dniu turnieju zostały rozegrane dwa mecze. W pierwszym pojedynku Marsjanie wygrali z Sielcem Sosnowiec 13: 6, w drugim zaś niemiecki zespół EC Celler Oilers pokonał Czechów 8:5. 

W sobotę zawodników czekał meczowy maraton, bowiem każdy zespół musiał rozegrać jeszcze dwa mecze. Rywalizację rozpoczął pojedynek Sieleca Sosnowiec z EC Celler Oilers, który zakończył się wysokim remisem 10:10. W drugim meczu kije skrzyżowali Marsjanie z Team Praga i Ci pierwsi wygrali 9:5. W kolejnym meczu Team Praga zmierzył się z Sielcem Sosnowiec i przegrał 5: 10, można to tłumaczyć tym, że hokeiści z Czech musieli grać dwa mecze z rzędu. Ostatni mecz tego dnia to pojedynek Marsjan Opole z niemieckim zespołem  EC Celler Oilers, który zakończył się zwycięstwem gospodarzy 4:3. 


Niedziela była dniem finałów. Na początek w meczu o trzecie miejsce wystąpiły drużyny z Sosnowca i z Czech i to polska drużyna okazała się lepsza, wygrywając 7:4 i zdobyła brązowy medal. Mecz finałowy był prowadzony pod dyktando gospodarzy, którzy okazali się lepsi i wygrali wbijając aż 11 bramek, a tracąc tylko 6. Najlepszym strzelcem turnieju został występujący w EC Celler Oilers Björn Bombis (11 bramek). Za najlepszego bramkarza turnieju uznano Martina Febera z Marsjan Opole.